zielone curry z krewetkami i zielonym groszkiem

Czerwiec 21, 2009

przechodziliśmy koło jednego ze sklepów z żywnością azjatycką i nie mogliśmy się oprzeć. do koszyka wędrowały kolejno: paczka świeżej tajskiej bazylii, łodyga trawy cytrynowej, paczka groszku cukrowego, kawałek galangalu i w końcu pół kilo dużych, nie gotowanych krewetek.

cała reszta (mleko kokosowe, papryczki chilli, liście limonki kaffir, sos rybny, sos sojowy itd) była czekała w domu. decyzja była więc łatwa: robimy zielone curry.

IMG_0430-S

tym razem nie używałem gotowej pasty: mieliśmy wszystkie składniki, wystarczyło je zmiksować (dokładniejsze proporcje wziąłem z ministry of food jamiego olivera, ale nie trzymałem się ich kurczowo). nie potrafię opisać, jaki aromat miała ta pasta, gdy wrzuciłem ją na gorący olej.

IMG_0465-S

gościom (gościowi) smakowało, nam też. okazuje się, że własnej produkcji pasta curry to żaden problem, dodatkowo można ją zrobić według własnego gustu (zwłaszcza jeśli chodzi o stopień ostrości potrawy). poza tym taka pasta jest o wiele bardziej aromatyczna niż ta ze słoiczka.

na pewno powtórzymy to curry jeszcze nie jeden raz. zasadzamy się tym razem na tajskie bakłażany.

Reklamy

komentarzy 9 to “zielone curry z krewetkami i zielonym groszkiem”

  1. Anna said

    Uwielbiam curry, a Twoje wygląda tak apetycznie!

  2. Gosi@ said

    bardzuchno apetycznie wyglada….pyszne musialo byc 🙂

  3. iga said

    Brawo, no przeciez wiadomo, ze kazde curry kombinujemy sobie sami (i te suche i te co niby pasta). Wasze przedsiewziecia w sprawie pasty nie do konca wyjasnione, ja tam mam swoje pomysly, ale bardzo
    spodobal mi sie opis i o w miare bliski przepis prosze. Choc wiecie, ze ja stara wyga w gotowaniu, to jednak albo ksiazkowa, albo intuicyjna. Z rzadka zas
    polemiczna, bo kuchnie „etniczne” nie interesuja kucharzy.Pozdrawiam Was bardzo serdecznie. IGA

  4. zefiryna said

    Igo. dopiero teraz zobaczyłam Twój komentarz, przepraszam, że tak późno odpowiadam.
    DOkładniej to zblendowałam kawałek galangalu dwa ząbki czosnku i białe łodygi trawy cytrynowej i papryczki chilli, z oliwą sosem sojowym i rybnym i świeżą kolendrą.

  5. Sheala said

    Witam…

    a można wiedzieć co to za sklepik azjatycki był? Bo ja jakoś świeżego galangalu uświadczyć nie mogę…

  6. moznagosciom said

    teraz już niestety nie pamiętam

  7. Sheala said

    w takim razie mniejsza o większość. A jakieś ulubione tego typu sklepy w ogóle? ja w temacie kuchni świata błądzę nieco po omacku od jakiegoś półtora roku i ciągle poszukuję pewnych rzeczy. Zaopatruję się głównie w sklepach internetowych ale od czasu do czasu trafię na jakąś stacjonarną perełkę 🙂 natomiast kuchnia Azji – zwłaszcza moja ukochana tajska – ma ciągle przede mną wiele tajemnic. Gdzie np zdobyć kapi, czyli słynną śmierdzącą a podobno-dodającą-niesamowitego-smaku-w-małych-ilościach pastą ze sfermentowanych krewetek? Doprawdy, nie mam pojęcia…

    • moznagosciom said

      no ja też błądzę raczej.

      są oczywiście kuchnie świata (złote tarasy i nie tylko), jest sporo rzeczy w chińskim sklepie w galerii mokotów (tam bywa galangal), dobry wybór różnych dziwnych koreańskich/japońskich w akasace (land), jest hindusko-afrykański na różanej… to mi teraz do głowy przychodzi.

  8. Sheala said

    dziękuję serdecznie, sprawdzę w takim razie galerię i różaną, bo tych jeszcze nie odwiedzałam. No i śledzę dalej wasze kulinarne poczynania 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: