rodzinny włoski obiad, część pierwsza: przystawki

Marzec 9, 2009

luty nie był dla nas najlepszym miesiącem. sporo pochorowaliśmy sobie, najpierw ja, potem moja żona. a to właśnie w lutym przypadają imieniny naszej córki. planowany obiad odwlekał się i odwlekał, aż w końcu wychorowaliśmy się (mam nadzieję, że za cały rok) i mogliśmy go wyprawić.

na obiad zaprosiliśmy naszych rodziców, którzy nie do końca chyba przepadają za orientalnymi smakami (wczoraj wypłaszałem mamę z kuchni za pomocą pęczka świeżej kolendry). stanęło więc na kuchni włoskiej. bezpiecznej i supersmacznej.

podaliśmy dwie przystawki. pomysł na pierwszą zaczerpnęliśmy z nieocenionego forum galeria potraw, gdzie podawała go nobullshit.

img_9412-s

warzywa w sosie tuńczykowym, rewelacja. trochę zmodyfikowaliśmy przepis, grillując (nie na patelni, tylko w piekarniku) także paprykę. smakuje to fantastycznie, sos tuńczykowy, delikatny i kremowy stanowi wspólny mianownik, który łączy delikatne, lekko słodkie smaki papryki, bakłażana i cukinii. do tego kapary i rucola dla ozdoby.

img_9421-s

wygląda też całkiem nieźle, choć może szarawy sos tuńczykowy nie jest przesadnie fotogeniczny. mało miałem czasu na robienie zdjęć, bo uwijaliśmy się w kuchni.

druga przystawka to sałata, a właściwie szpinak z chrupiącym boczkiem i szuszonymi pomidorami. z vinegretem, posypany parmezanem…

img_9424-s

najpierw na suchej patelni powolutku zarumieniłem boczek, aż stał się chrupki (ale też nie całkiem pozbawiony miękkości). boczek wytapia prawie cały tłuszcz, dodatkowo użyłem papierowych serwetek, żeby go jeszcze bardziej odcholesterolować.

sos to dobra oliwa, ocet winny i balsamiczny, trochę cukru, szczypta soli (boczek jest słony). plus trochę pomidorów suszonych, kupiliśmy takie w torebce, firmy bakalland, to chyba nowość (nawet na stronie firmy ich nie ma)

img_9431-s

trochę się baliśmy, że nieblanszowany szpinak będzie zbyt twardy. jak się okazało, niesłusznie. sos zrobiliśmy ciepły, co zmiękczyło minimalnie liście, wcześniej oderwałem też najgrubsze ogonki. i ta sałatka, której nie byliśmy pewni, również okazała się hitem. zagryzaliśmy ją grissini, popijaliśmy winem orvieto… a kuchni szykowało się danie główne

Reklamy

komentarze 2 to “rodzinny włoski obiad, część pierwsza: przystawki”

  1. Ela said

    Ja bym sie wcale nie obrazila gdyby mi ktos zaserwowal takie przystawki :)Dodatkowo pieknie podane.

  2. […] 10, 2009 po przystawkach danie główne. jedno słowo: ossobucco. taki był plan. robiliśmy już ossobucco, ale było to […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: