pizza niedzielna pierwsza

Marzec 1, 2009

kiedyś częściej robiliśmy w niedzielę pizzę. i chyba wrócimy do tego: pizza, choć czasochłonna, ma sporo zalet. na ogół mamy wszystkie składniki (czasem trzeba się przespacerować po drożdże), za każdym razem można zrobić ją nieco inaczej, poza tym nie trzeba całej robić z takimi samymi dodatkami. co ważne kiedy ma się w domu małą ale głośno i stanowczo domagającą się swoich praw osóbkę, która nie jada oliwek, ostrych przypraw, czy anchovies.

img_9305-s

dlatego pizze niedzielne łatwiej jest numerować niż nazywać.

dzisiejsza pizza w większości obłożona była zestawem: kiełbasa paprykowa (w miejsce włoskiej mieliśmy węgierską, też się sprawdziła), mozarella (na części była też sałatkowa ricotta, której resztkę mieliśmy w lodówce), papryka pepperoni, oliwki, czosnek, szalotka, rukola, bazylia. fragment przeznaczony dla naszej córki zawierał tylko szynkę i mozarellę. jej strata.

sos pomidorowy robię z puszki pomidorów (bardzo dobrze wyciśniętych, prawie bez soku), do których dodaję półtorej małej puszeczki przecieru, trochę soli, cukru i sporo suszonego oregano. trzeba uważać, żeby przecier był słodki, bywają jeszcze w sklepach kwaśne przeciery, który trzeba „uzdatniać” cukrem w większej dawce, a i tak nie są przesadnie dobre.

img_9315-s

ciasto zaś robię od zawsze z jednego przepisu. nie wiem, czy jest to przepis najlepszy, czy po prostu dobry. będę pewnie musiał sprawdzić inne, ale jakoś za każdym razem, gdy przychodzi co do czego, nie chcę eksperymentować i wybieram ten przepis.

z pieczeniem pizzy w domowych warunkach jest ten problem, że trudno jest zastąpić piec do pizzy używany w pizzeriach piekarnikiem. pewnym rozwiązaniem jest „kamień do pizzy”, ale mi się ono nie podoba. po pierwsze cena wydaje się wygórowana, po drugie jego kształt nie wykorzystuje i tak niezbyt dużej powierzchni piekarnika. można oczywiście robić więcej niż jedną pizzę, ale to dużo zabawy. cały czas obiecuję sobie, że zaopatrzę się w szamotowe cegły, ale na obietnicach się kończy (jeśli wiecie, gdzie można je dostać w warszawie, dajcie znać). na razie poprzestaję więc na maksymalnym rozgrzaniu piekarnika, do 250 stopni i pieczeniu na najgrubszej blaszce.

dziś opatentowaliśmy za to sposób na przeniesienie pizzy na blaszkę. nie było to proste, poprzednio używaliśmy papieru do pieczenia, który po kilku minutach wyciągaliśmy spod pizzy. nie mamy specjalnej łopatki do pizzy i pewnie nie będziemy mieć. użyliśmy kawałka zwykłego kartonu z jakiegoś pudełka (posypaliśmy go mąką kukurydzianą) i to rozwiązanie sprawdziło się perfekcyjnie.

img_9323-s

dzięki temu, że pizza ma od razu bezpośredni kontakt z gorącą blachą piecze się szybciej. wprawdzie nie na tyle szybko, by rukola i bazylia nie zamieniły się w liofilizowane listki o niezbyt wyraźnym smaku, ale szybciej niż poprzednio.

img_9341-s

jak zwykle zjadłem trochę za dużo, trochę poparzyłem sobie podniebienie, ale to była jedna z najlepszych pizz, jakie udało mi się zrobić. nie tak dobra, jak w najlepszych restauracjach, ale lepsza niż w okolicznych pizzeriach, które niestety robią się coraz słabsze.

do pizzy piliśmy proste, ale bardzo smaczne nero di avola.

img_9320-s

potem obowiązkowe espresso, obowiązkowa sjesta… obowiązkowy wpis na bloga… i tak minęła niedziela. no, prawie. został jeszcze wieczór.

i pół butelki wina.

Reklamy

Komentarzy 17 to “pizza niedzielna pierwsza”

  1. adanti said

    no to miłego wieczoru! my się dzisiaj wybieramy na pizzę do pobliskiej, całkiem niezłej, pizzerii. trochę mam dość gotowania ostatnio 😉

  2. Tomek said

    Hmmm … zbieg okoliczności ale właśnie robię prawie dokładnie taką samą pizze – przepis na ciasto bardzo podobny, sprawdza się idealnie.

  3. .agatka. said

    Jeżeli już tak numerujemy, to pozwolę sobie nie zgodzić się ze stwierdzeniem nr 1 „pizza, choć czasochłonna…”- wystarczy przecież zagnieść ciasto (5 minut), odstawić do wyrośnięcia (20-30 minut), a w tym czasie przygotować składniki. Następnie rozciągnąć ciasto (2 minuty), posmarować sosem i obłożyć (4-5 minut). W tym czasie rozgrzać piekarnik i pizzę upiec (max. 15 minut). W godzinę mamy gotowy obiad 😉 W naszym przypadku na 3 dni :o)

    A pizzy nie da się (my nie umiemy) zjeść mało i nie poparzyć sobie podniebienia… taki już chyba jej urok 😀

    Liofilizacji można przecież zapobiec układając listki już po upieczeniu albo chwilę przed wyjęciem z piekarnika 🙂

  4. moznagosciom said

    no i jakoś zupełnie mi nie smakuje pizza odgrzewana.

  5. .agatka. said

    Dość sprytnie radzi sobie z tym mikser z hakami do ciasta drożdżowego. Serio 🙂

    A my odgrzewaną lubimy, i na zimno też (czyżby wychodziły nawyki z czasów studenckich… )

  6. Nie wyjde stad dopoki nie dostane chociazby malego kawalka ;)))))))

  7. moznagosciom said

    @zawszepolka: kawałek został, częstuj się 🙂

    @agatka: my nie jesteśmy tacy zmechanizowani!

  8. .agatka. said

    jak zimny, to ja!

    nie mów, że miksera prostego nie macie? ;>

  9. zefiryna said

    prostego nie mamy
    poprzedni malakser na drożdżowym spaliłam , w kolejnym stłukłam miskę ostatnio dysponujemy tylko blenderem

  10. aga9999 said

    Wygląda pięknie!

    A cegieł szamotowych nie polecam, są 2 razy grubsze od kamienia, przez co nagrzewanie zeżre duuużo więcej prądu. Także to nie oszczędnośc, lepiej poszukać dobrego kamieniarza i zamówić sobie płytę pod wymiar piekarnika 🙂

  11. kuba said

    „trzeba uważać, żeby przecier był słodki”

    hm jakies sugestie co do producentów, bo jakos nie trafiłem a nie chce kupowac w ciemno kilku różnych 😛

  12. moznagosciom said

    greckie, włoskie są słodkie. polskie w większości też.

  13. A_a said

    Mój osobisty Mistrz Pizzy używa takiej półmiekkiej do tacki z Ikea zsuwania. Inna sprawa, że mu nie przywiera bo posypuje mąką chyba dość obficie. Przepis jest wariacją wg Jamiego http://www.jamieoliver.com/recipes/pasta-and-pizza/pizza-dough (w każdej książce ma nieco inny więc nasz jest wypadkową) przy czym zmodyfikowana została proporcja Tipo00 (2/3) do semoliny (1/3). Mąkę w torbach 5-kilowych nabywamy w Makro.
    Głupi ten blog, jak go czytam to cały czas mi się chce jeść. Przy Netto człowiek przynajmniej nie tył (tylko w sensie intelektualnym, oczywiście).

  14. moznagosciom said

    ja bym niczego plastikowego nie używał 🙂

  15. […] 7, 2009 w poprzednią niedzielę zrobiliśmy za dużo ciasta i tak jak wszędzie radzą: zamroziliśmy je. wczoraj rano wyjęliśmy […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: