ceviche, czyli resztki po sushi

Grudzień 26, 2008

jak pisałem poniżej, sushi niezbyt się nam udało. zostało nam jednak całkiem sporo ryby kisu (to jest coś dorszopodobnego, niektórzy tłumaczą, że to witlinek, ale to chyba nie witlinek, bo kisu występuje w pacyfiku, a witlinek nie) oraz kilka krewetek. co z tym zrobić? jest limonka? jest. to robimy ceviche.

ceviche pierwszy raz jadłem dawno, dawno temu w el popo, potem chyba próbowaliśmy powtórzyć, ale bez większego powodzenia. tym razem udało się wyśmienicie, właśnie je spałaszowaliśmy z pumperniklem.

img_8576

na pewno lepiej smakowałoby z avocado, jako składnik sałatki, tak się jednak składa, że są święta i nie bardzo mieliśmy możliwość dokupić cokolwiek.

ceviche to „surowa” ryba marynowana w soku z cytrusów (najlepsze są limonki). surowa w cudzysłowie: sok ścina wszystkie białka i ryba jest jak ugotowana, nie jest więc bardziej surowa niż śledź w occie. nasze ceviche pewnie było mało klasyczne, bo robiliśmy je z tego, co było pod ręką. do sosu poszła jedna limonka (mało soczysta), pół mandarynki (bardzo soczystej) i pół cytryny. do tego wkroiliśmy jeden ząbek czosnku, jedną szalotkę, łyżeczkę papryki jalapenio, dodaliśmy trochę oliwy z oliwek. przyprawiliśmy dość obficie morską solą, kolendrą (nie mieliśmy liści kolendry niestety) i ozdobiliśmy papryką. marynowało się dobę: próbowaliśmy wczoraj po kilku godzinach i jeszcze było za wcześnie: choć ryba była pokrojona dość drobno, jak to na sushi, to miała ona dość zwarte mięso. dziś ceviche dojrzało i było fantastyczne. można gościom, na przykład… na wigilię 😉

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: