foto steki
Grudzień 5, 2009
kupiłem kawałek czegoś, co nazywało się „wołowiną ekstra”. wyglądało ładnie, wracałem z domu jakbym upolował jakieś zwierzę, zadowolony z siebie. postanowiłem usmażyć steki. nie znam się na tym, przewertowałem trochę książek i stworzyłem jakąś swoją wersję przepisu jamiego. całkiem pozbawiłem listków rozmaryn, wymieszałem z solą i pieprzem, dodałem wędzonej papryki i taką mieszaniną natarłem steki, posmarowane wcześniej oliwą.
źle to nie wygląda, prawda?
potem usmażyłem na patelni grillowej, w czasie smażenia smarując przekrojonym na pół ząbkiem czosnku (to też pomysł jamiego). podaliśmy z frytkami i cabernet z południa francji.
i niestety. moim zdaniem to wino było najmocniejszą częścią obiadu. steki trudno było pokroić (fakt, że nie mamy specjalnych noży do steków) i trudno było pogryźć (ja miałem najgorzej, bo mój był najgrubszy, przez co najmniej wysmażony). i chyba nie ma w tym wiele mojej winy. polski wół na steki się nie nadaje zbyt dobrze, choć zapewne są jakieś tricki, by go ujarzmić. ale niestety, tym razem się nie udało. przyznam się, że nie zjadłem mojego kawałka mięsa w całości. wiem już, że posypka rozmarynowo-pieprzowa jest świetna, że cabernet sauvignon prieure de tersan to bardzo fajny, przyjemnie kwaskowy cabernet, doskonały do takiego dania, ale wiem też, że gościom steków nie odważę się podać w najbliższym czasie.



Niestety, na steki w PL nadaje się tylko polędwica wołowa. Z innym mięsem już nawet nie próbuję.
no właśnie tak mnie naszła. refleksja taka.
ojj to prawda – polska wołowina nie nadaje się na steki, od jakiegoś czasu co kilka miesięcy skuszona ładnym wyglądem mięsa – kupuję polską wołowinę i staram się przygotować z niej zjadliwe steki. Niestety. Próbowałam różnych sposobów – mroziłam (bo rozluźnia włókna, marynowałam długo (bo też rozluźnia) smażyłam odpowiednio i nic, zawsze ten sam efekt
Zupełnie się zgadzam z Ewą. Tyle razy usiłowałam zrobić w Polsce steki, ale zawsze mi wychodziła podeszwa. Niestety do polskich masarni trafiają chyba krowy mleczne. Mieszkając w Irlandii nie mogę na wołowinę narzekać, wychodzi zawsze, a przecież kucharka ta sama. Jestem wielbicielką steków, szkoda, że nie wyszedł, ale na zdjęciu prezentuje się znakomicie
Ojć, ale tzw. wołowina extra to mięso definitywnie do długiej obróbki termicznej, nie dziwota, że nie dało się jej pokroić po szybkim smazeniu na planchi. Żeby była jadalna, trzeba ją podusić ze 2-3 godziny, dlatego jest idealna do gulaszów, ale nigdy do smażenia. Na steki to tylko polędwica albo rostbef. Tutaj: http://pl.foodlexicon.org/r0000390.php jest fajny wykaz mięs z tuszki wołowej, które nadają się do smażenia.
Ogólna zasada jest taka, że nie każde ładne czerwone mięsko nadaje się do każdego rodzaju obróbki. Kiedyś też się nabrałam na krwistą czerwień wołowiny extra i przyrządziłam z niej absolutnie niejadalny beef stroganov.
dlatego specjalnie spytałem się w sklepiku, czy nadaje się do smażenia.
ale pozostali stołownicy pocieszają mnie, że tylko mój był taki trudny do pogryzienia, pozostałe podobno były (prawie) ok.
julencja – ale ja steki to tylko rare
i jak Marcin – zawsze się pytam – czy ten kawałek mięsa nadaje się na steki
poruszyłam kiedyś ten temat na goldenlinie i mądrzejsi ode mnie napisali że w Polsce nie ma krów które dają dobre wołowe mięso (na steki oczywiście bo jesteśmy w tym temacie) gatunek krów z odpowiednim mięsem jest bardziej wymagający, wymaga droższej karmy, chodzenia, odpowiedniej hodowli – a Polakom się nie chce
Marcin, dobrą polędwice na steki dostaniesz na bazarku przy Sadyba Best Mall. Nam wszystkie wychodzą rewelacyjnie, ale tylko z mięsa tam kupionego. Pokaże Ci przy okazji to stoisko.
to mięso też tam kupowałem (no, ale to nie była poledwica).
[...] wyszedł nieźle, ale nie powalił na łopatki. na pewno był jednak dużo bardziej zjadliwy niż fotosteki. no i równie [...]