sałata. rukola. oliwa. prosciutto. parmezan. balsamico.
sierpień 30, 2009
mieliśmy mieć dziś na obiad pizzę. wczoraj poszliśmy do mojego ulubionego (i absolutnie genialnego) włoskiego sklepu przy stacji metra stokłosy (wszyscy warszawiacy biegiem po gorgonzolę w cenie 40 zł/kg czy prosciutto za mniej niż 80 zł/kg – jeśli kogoś szokuje ostatnia cena, to donoszę, że widziałem ostatnio paczkowane prosciutto po 290 zł), kupiliśmy mąkę do pizzy, jakieś pikantne włoskie salami, mozarellę już mieliśmy.
no ale pizzy nie było. moja córka zapragnęła uczcić początek roku szkolnego wizytą w restauracji i jakoś potrafiła to na tyle przekonująco umotywować, że ulegliśmy. nie stawialiśmy zresztą wielkiego oporu. poszliśmy do il caminetto, zjedliśmy (no, prawie) po pizzy…

… a na kolację zrobiliśmy już coś sami. wiele robić nie musieliśmy.
sałata. rukola. oliwa. prosciutto. parmezan. balsamico*. i gotowe.

można gościom, z włoskim, trochę cienkim, ale nie pozbawionym wdzięku winem. kuchnia włoska absolutnie rządzi w europie, w mojej skromnej i nie bezstronnej opinii.
*) warto zainwestować w trochę lepsze, dłużej starzone balsamico. jest różnica! a używa się go dość mało, więc i tak na długo starczy.
indyjskie krewetkowe curry
sierpień 29, 2009
duża paczka mrożonych surowych krewetek zalegała nam w zamrażalniku już od jakiegoś czasu, pomysłu na sobotni obiad nie trzeba było daleko szukać. chodzi za nami kuchnia indyjska od dawna, więc krewetki miały być podane właśnie w tej wersji. przepis pochodzi z serii książek dodawanych do wyborczej.
jak większość curry jest to potrawa dość pracochłonna (oczywiście jak na nasze standardy, w myśl których wszystko, czego nie da się przygotować w ciągu 20 minut jest pracochłonne). a więc najpierw prażymy/smażymy bez tłuszczu wiórki kokosowe, posiekaną cebulę, gorczycę, ziarna kolendry i chilli. potem miksujemy to wszystko i dodajemy do liści laurowych (mamy własny mini-krzaczek, polecam, są znacznie bardziej aromatyczne) czosnku i imbiru, podsmażonych wcześniej na oleju. następnie dodajemy pomidora, sok z pomidora (lub wodę). my wrzuciliśmy jeszcze kilka liści curry, których mamy spory zapas.

na sam koniec na patelni lądują krewetki, smażymy je kilka minut. i podajemy. moja mała tajemnica: nie przepadam za ryżem basmati. nie jestem fanem ani jego konsystencji, ani specyficznego zapachu (choć ogólnie ryż uwielbiam). ale skoro mamy ryż basmati to trzeba go zjeść. więc podaliśmy go do krewetek.

zapewne da się wyczuć w tym wpisie pewien brak entuzjazmu. to raczej efekt zawyżonych oczekiwań. bo danie było naprawdę bardzo smaczne, brakowało mu jednak „tego czegoś”. może powinno być ostrzejsze (papryczki chilli w zamrażalniku powoli, ale zauważalnie tracą na ostrości)? może powinno być skontrapunktowane czymś kwaśnym? może należało użyć ghee zamiast oleju (nie mieliśmy jednak już ghee)? nie powinniśmy jednak narzekać. gościom go pewnie nie podamy (może w jakiejś zmodyfikowanej wersji?), ale zjedliśmy z przyjemnością.
podamy natomiast deser. cantuccini maczane w sherry pedro ximenez. o ile tego sherry nie wypijemy, zanim ktokolwiek do nas przyjdzie.
dorada z grilla
sierpień 20, 2009
bardzo lubię ryby, ale jeśli chodzi o ich przyrządzanie, to daleko mi do mistrzostwa. po zakupieniu dwóch dorodnych dorad w auchanie przetransportowałem je na działkę, gdzie z pewną taką nieśmiałością zabrałem się za ich patroszenie. nie było jednak tak źle, jak się obawiałem. co było trzeba im wypruć, wyprułem, jeśli chodzi o skrobanie, to nie skrobałem, bo po co, skórę lekko naciąłem i wypełniłem mocno posolonym stopionym masłem z dużą ilością drobno posiekanego czosnku i pokrojonymi w paseczki suszonymi pomidorami. jeszcze tylko świeży tymianek (ile tylko się zmieściło), natarcie solą i na grill.

ryby te pieką się bardzo szybko. dosłownie kilka minut na jednej stronie, kilka po drugiej i już są gotowe. może nieco zanadto się przyrumieniły, ale nic to na smak nie wpłynęło, były doskonałe.

jedliśmy z rzymską sałatą i białym winem (już nawet nie pamiętam jakim), uszy nam się trzęsły. co morska ryba, to morska ryba. zero mułu, zero karpia, zero galarety. jod, chude mięso, żadne tam sitowia czy inne tataraki. pyszności.
można-by-teoretycznie gościom. a w praktyce? jak widzicie dwie sztuki zajęły całego grilla, więc trzeba by grillować partiami, za czym osobiście nie przepadam. cóż, musimy kupić nowy, większy grill. bo grillowane dorady powtórzymy jeszcze wiele, wiele razy!