przechodziliśmy koło jednego ze sklepów z żywnością azjatycką i nie mogliśmy się oprzeć. do koszyka wędrowały kolejno: paczka świeżej tajskiej bazylii, łodyga trawy cytrynowej, paczka groszku cukrowego, kawałek galangalu i w końcu pół kilo dużych, nie gotowanych krewetek.

cała reszta (mleko kokosowe, papryczki chilli, liście limonki kaffir, sos rybny, sos sojowy itd) była czekała w domu. decyzja była więc łatwa: robimy zielone curry.

IMG_0430-S

tym razem nie używałem gotowej pasty: mieliśmy wszystkie składniki, wystarczyło je zmiksować (dokładniejsze proporcje wziąłem z ministry of food jamiego olivera, ale nie trzymałem się ich kurczowo). nie potrafię opisać, jaki aromat miała ta pasta, gdy wrzuciłem ją na gorący olej.

IMG_0465-S

gościom (gościowi) smakowało, nam też. okazuje się, że własnej produkcji pasta curry to żaden problem, dodatkowo można ją zrobić według własnego gustu (zwłaszcza jeśli chodzi o stopień ostrości potrawy). poza tym taka pasta jest o wiele bardziej aromatyczna niż ta ze słoiczka.

na pewno powtórzymy to curry jeszcze nie jeden raz. zasadzamy się tym razem na tajskie bakłażany.

Odpowiedzi: 9 do “zielone curry z krewetkami i zielonym groszkiem”

  1. Anna powiedział/a

    Uwielbiam curry, a Twoje wygląda tak apetycznie!

  2. Gosi@ powiedział/a

    bardzuchno apetycznie wyglada….pyszne musialo byc :)

  3. iga powiedział/a

    Brawo, no przeciez wiadomo, ze kazde curry kombinujemy sobie sami (i te suche i te co niby pasta). Wasze przedsiewziecia w sprawie pasty nie do konca wyjasnione, ja tam mam swoje pomysly, ale bardzo
    spodobal mi sie opis i o w miare bliski przepis prosze. Choc wiecie, ze ja stara wyga w gotowaniu, to jednak albo ksiazkowa, albo intuicyjna. Z rzadka zas
    polemiczna, bo kuchnie “etniczne” nie interesuja kucharzy.Pozdrawiam Was bardzo serdecznie. IGA

  4. zefiryna powiedział/a

    Igo. dopiero teraz zobaczyłam Twój komentarz, przepraszam, że tak późno odpowiadam.
    DOkładniej to zblendowałam kawałek galangalu dwa ząbki czosnku i białe łodygi trawy cytrynowej i papryczki chilli, z oliwą sosem sojowym i rybnym i świeżą kolendrą.

  5. Sheala powiedział/a

    Witam…

    a można wiedzieć co to za sklepik azjatycki był? Bo ja jakoś świeżego galangalu uświadczyć nie mogę…

  6. moznagosciom powiedział/a

    teraz już niestety nie pamiętam

  7. Sheala powiedział/a

    w takim razie mniejsza o większość. A jakieś ulubione tego typu sklepy w ogóle? ja w temacie kuchni świata błądzę nieco po omacku od jakiegoś półtora roku i ciągle poszukuję pewnych rzeczy. Zaopatruję się głównie w sklepach internetowych ale od czasu do czasu trafię na jakąś stacjonarną perełkę :) natomiast kuchnia Azji – zwłaszcza moja ukochana tajska – ma ciągle przede mną wiele tajemnic. Gdzie np zdobyć kapi, czyli słynną śmierdzącą a podobno-dodającą-niesamowitego-smaku-w-małych-ilościach pastą ze sfermentowanych krewetek? Doprawdy, nie mam pojęcia…

    • moznagosciom powiedział/a

      no ja też błądzę raczej.

      są oczywiście kuchnie świata (złote tarasy i nie tylko), jest sporo rzeczy w chińskim sklepie w galerii mokotów (tam bywa galangal), dobry wybór różnych dziwnych koreańskich/japońskich w akasace (land), jest hindusko-afrykański na różanej… to mi teraz do głowy przychodzi.

  8. Sheala powiedział/a

    dziękuję serdecznie, sprawdzę w takim razie galerię i różaną, bo tych jeszcze nie odwiedzałam. No i śledzę dalej wasze kulinarne poczynania :)

Dodaj komentarz