tylko moim rodzicom zawdzięczamy ten pyszny poniedziałkowy posiłek. zupełnie niespodziewanie zaprosili nas w niedzielę na obiad, więc przesunęliśmy schab na dzień kolejny. i bez specjalnej okazji zjedliśmy coś pysznego.

IMG_0768-S

kieszonki są autorstwa moje żony. wypełnione są podduszoną cebulką, gruszką i serem pleśniowym. zjedliśmy je z młodymi ziemniakami i rzymską sałatą od majlerta, którą, ku mojemu zaskoczeniu, kupiliśmy w auchonie. jak widać choćby z bloga, nie jadamy tak codziennie, więc nie powstrzymaliśmy się od kieliszka czerwonego włoskiego wina. niby poniedziałek, a jak niedziela. można w niedzielę, można gościom.

przechodziliśmy koło jednego ze sklepów z żywnością azjatycką i nie mogliśmy się oprzeć. do koszyka wędrowały kolejno: paczka świeżej tajskiej bazylii, łodyga trawy cytrynowej, paczka groszku cukrowego, kawałek galangalu i w końcu pół kilo dużych, nie gotowanych krewetek.

cała reszta (mleko kokosowe, papryczki chilli, liście limonki kaffir, sos rybny, sos sojowy itd) była czekała w domu. decyzja była więc łatwa: robimy zielone curry.

IMG_0430-S

tym razem nie używałem gotowej pasty: mieliśmy wszystkie składniki, wystarczyło je zmiksować (dokładniejsze proporcje wziąłem z ministry of food jamiego olivera, ale nie trzymałem się ich kurczowo). nie potrafię opisać, jaki aromat miała ta pasta, gdy wrzuciłem ją na gorący olej.

IMG_0465-S

gościom (gościowi) smakowało, nam też. okazuje się, że własnej produkcji pasta curry to żaden problem, dodatkowo można ją zrobić według własnego gustu (zwłaszcza jeśli chodzi o stopień ostrości potrawy). poza tym taka pasta jest o wiele bardziej aromatyczna niż ta ze słoiczka.

na pewno powtórzymy to curry jeszcze nie jeden raz. zasadzamy się tym razem na tajskie bakłażany.

jak zwykle w niedzielę zorientowaliśmy się, że nie bardzo mamy pomysł na obiad. inspiracji szukaliśmy u jamiego olivera, w „ministry of food” – jest tam mnóstwo dość prostych i szybkich dań. pojechałem do sklepu i wróciłem z pstrągiem, aczkolwiek, czy to pstrąg, czy jakiś pstrągołosoś, tego nie wiem.

danie przygotowywała moja żona, a ja tylko strzelałem fotki.

IMG_0382-S

to jest posmarowany oliwą filecik, zawinięty w boczek, ze świeżym rozmarynem.

IMG_0393-S

oczywiście było ich kilka. tak naprawdę, to wyszło z ryby, którą kupiłem 7 takich porcji (a jeszcze pstrąg został na jutro). wkłada się w naczynie i do rozgrzanego piekarnika na kilkanaście minut.

IMG_0405-S

w sklepie były całkiem przyzwoite i niedrogie szparagi, nie mogłem nie skorzystać z okazji. jedliśmy więc pstrąga za szparagami…

IMG_0420-S

… i młodymi ziemniaczkami. a w dodatku, całkiem wiosennie, na balkonie. no, przynajmniej w połowie na balkonie, bo zaczęło trochę wiać i trzeba było się ewakuować.

ale było pysznie. przepisy jamiego jak na razie sprawdzają się doskonale. można gościom!