poniedziałkowe kieszonki ze schabu
czerwiec 29, 2009
tylko moim rodzicom zawdzięczamy ten pyszny poniedziałkowy posiłek. zupełnie niespodziewanie zaprosili nas w niedzielę na obiad, więc przesunęliśmy schab na dzień kolejny. i bez specjalnej okazji zjedliśmy coś pysznego.

kieszonki są autorstwa moje żony. wypełnione są podduszoną cebulką, gruszką i serem pleśniowym. zjedliśmy je z młodymi ziemniakami i rzymską sałatą od majlerta, którą, ku mojemu zaskoczeniu, kupiliśmy w auchonie. jak widać choćby z bloga, nie jadamy tak codziennie, więc nie powstrzymaliśmy się od kieliszka czerwonego włoskiego wina. niby poniedziałek, a jak niedziela. można w niedzielę, można gościom.
zielone curry z krewetkami i zielonym groszkiem
czerwiec 21, 2009
przechodziliśmy koło jednego ze sklepów z żywnością azjatycką i nie mogliśmy się oprzeć. do koszyka wędrowały kolejno: paczka świeżej tajskiej bazylii, łodyga trawy cytrynowej, paczka groszku cukrowego, kawałek galangalu i w końcu pół kilo dużych, nie gotowanych krewetek.
cała reszta (mleko kokosowe, papryczki chilli, liście limonki kaffir, sos rybny, sos sojowy itd) była czekała w domu. decyzja była więc łatwa: robimy zielone curry.

tym razem nie używałem gotowej pasty: mieliśmy wszystkie składniki, wystarczyło je zmiksować (dokładniejsze proporcje wziąłem z ministry of food jamiego olivera, ale nie trzymałem się ich kurczowo). nie potrafię opisać, jaki aromat miała ta pasta, gdy wrzuciłem ją na gorący olej.

gościom (gościowi) smakowało, nam też. okazuje się, że własnej produkcji pasta curry to żaden problem, dodatkowo można ją zrobić według własnego gustu (zwłaszcza jeśli chodzi o stopień ostrości potrawy). poza tym taka pasta jest o wiele bardziej aromatyczna niż ta ze słoiczka.
na pewno powtórzymy to curry jeszcze nie jeden raz. zasadzamy się tym razem na tajskie bakłażany.
pstrąg w boczku ze szparagami i ziemniakami
czerwiec 7, 2009
jak zwykle w niedzielę zorientowaliśmy się, że nie bardzo mamy pomysł na obiad. inspiracji szukaliśmy u jamiego olivera, w „ministry of food” – jest tam mnóstwo dość prostych i szybkich dań. pojechałem do sklepu i wróciłem z pstrągiem, aczkolwiek, czy to pstrąg, czy jakiś pstrągołosoś, tego nie wiem.
danie przygotowywała moja żona, a ja tylko strzelałem fotki.

to jest posmarowany oliwą filecik, zawinięty w boczek, ze świeżym rozmarynem.

oczywiście było ich kilka. tak naprawdę, to wyszło z ryby, którą kupiłem 7 takich porcji (a jeszcze pstrąg został na jutro). wkłada się w naczynie i do rozgrzanego piekarnika na kilkanaście minut.

w sklepie były całkiem przyzwoite i niedrogie szparagi, nie mogłem nie skorzystać z okazji. jedliśmy więc pstrąga za szparagami…

… i młodymi ziemniaczkami. a w dodatku, całkiem wiosennie, na balkonie. no, przynajmniej w połowie na balkonie, bo zaczęło trochę wiać i trzeba było się ewakuować.
ale było pysznie. przepisy jamiego jak na razie sprawdzają się doskonale. można gościom!