łosoś teriyaki
maj 23, 2009
danie to, które podawaliśmy na rodzinnej kolacji, wyewoluowało nam z łososia w sosie miodowo-sezamowym. szukaliśmy czegoś ciepłego, ale lekkiego i przyszedł nam do głowy ten łosoś. potem uświadomiłem sobie, że skoro podajemy też sushi, to sos teriyaki będzie bardzo na miejscu.

danie jest proste. sos robimy z 3 części sake, 3 części mirinu, 3 części sosu sojowego i 1 części cukru. ja użyłem miodu, więc trochę potem kombinowałem, żeby nie było za słodkie. w tej zalewie (w jej części) moczy się łososia, nie za długo, wystarczy pół godziny.
potem rybę grilujemy lub smażymy. ja nie wiem, czy grilowałem, czy smażyłem, bo używałem patelni grilowej (po raz pierwszy zresztą). czyli grilowanie i smażenie w jednym. w tym samym czasie redukujemy resztę sosu. ja z tym mocno przesadziłem i sos nabrał konsystencji gęstego syropu. usmażoną rybę polewamy sosem, podajemy gościom na liściu sałaty, posypaną sezamem, w towarzystwie zblanszowanych kiełków fasoli mung. można też dodać pod koniec smażenia trochę świeżego, startego imbiru. oczywiście nie zapominamy o cytrynie!
popijaliśmy pinot blanc z alzacji, a potem pinot grigio. to pierwsze smakowało mi chyba bardziej, choć i drugie miało swój urok.