małże w śmietance kokosowej
kwiecień 29, 2009
mięso z małży to żaden rarytas: można je kupić w każdym większym sklepie, a i cenowo nie jest czymś, co wydrenuje nasz portfel. oczywiście, lepsze są małże świeże (mam pewne plany w tym zakresie na weekend, ale o tym na razie sza…), ale i mrożone są całkiem smaczne. trzeba je tylko po rozmrożeniu wysuszyć, najlepiej papierowymi ręcznikami i wygniataniem na sitku.
wczorajsze małże trafiły do śmietanki kokosowej. jako że całe danie było raczej z gatunku „instant” to i śmietanka była z proszku. i bardzo dobrze, dzięki temu można było dobrze kontrolować jej gęstość. zrobiłem bardzo gęstą, na pół kubka (jakieś 100 ml), potem dodałem tam dwie łyżeczki pasty z tajskiej bazylii, sporo sambalu oeleka, trochę soku z cytryny. w tym samym czasie gotowałem udon, odrobinę krócej niż zalecają. udon po odsączeniu wrzuciłem na sitko, spłukałem zimną wodą i odcedziłem.
a potem tu już szybka piłka: do woka olej, na olej czosnek, jak czosnek zaczął się rumienić: sos kokosowy, do sosu małże. ketchup manis do smaku. następnie makaron, jeszcze pare listków kolendry i można jeść.

kolendra gdzieś tam zniknęła, więc sobie dołożyłem jeszcze świeżej na talerz

bardzo to dobrze wyszło, sos był słodko-ostry, kremowy, a jego nadmiar został wchłonięty przez makaron. robiłem też wersję bez-kokosową, ale nie wiem, która lepsza. można gościom.
(pseudo)pizza leniucha
kwiecień 19, 2009
niektórym czytelnikom tego bloga wydaje się (docierają do mnie takie sygnały), że jadamy jakoś wyjątkowo wykwintnie i cały tydzień tylko kombinujemy, co by tu wyszukanego zjeść. nie będę tu dementował, zdarza nam się zjeść coś dobrego, co można gościom, ale najczęstszym dylematem, przed którym stoję nie jest wybór spośród 10 rodzajów oliwy extra vergine, ale raczej prostszy problem: co w ogóle można zrobić z tego, co jest w lodówce. i to na ogół „na cito”.
dziś na obiad była pseudopizza na pszennych plackach (tortillach, wrapach, czy jak je zwał).

inspirowana trochę turecką pizzą lahmacun, którą ostatnio można kupić w niektórych lokalach z kebabem, ale bardzo, bardzo odległa to inspiracja.
rozmroziliśmy placki, posmarowaliśmy gęstym sosem pomidorowym, na wierch daliśmy czosnek, rucolę, oliwki, cebulę, trochę mozarelli, dużo różnych papryk, pikantnych i łagodnych, zioła. potem szybko do nagrzanego piekarnika i po chwili już jedliśmy. wydawało mi się, że placki te strasznie szybko się spalą (piekarnik nagrzaliśmy naprawdę mocno), ale nic takiego nie miało miejsca, czas pieczenia dochodził do 10 minut.
pizzą to to nie było, ale jadło się z przyjemnością, składając dwie ćwiartki ze sobą, bo inaczej wszystko spadało z cienkiego ciasta.
a gościom to raczej lahmacum zrobimy, przepisów w sieci jest sporo (kupiliśmy też w wyjątkowo korzystnej cenie książkę o kuchni tureckiej).
tarta z łososiem, szpinakiem, serem gruyer
kwiecień 10, 2009
nie jestem w nastroju do pisania. dlatego dzisiaj proponuję formę minireportażu. mało słów, dużo smaku.





wesołych świąt, wam i waszym gościom!
barszcz śledziowy
kwiecień 9, 2009
przepis na barszcz śledziowy zamieściła nobullshit na forum galeria potraw. od razu pokazałem go żonie, wiedząc, że jej się spodobał, trafił też do przepisów tygodnia na foodelku. i nie musiałem długo czekać.

problem w tym, że chyba nie jestem burakofilem. zostałem poczęstowany barszczem w chwili, gdy jeszcze zalegała mi w żołądku całkiem smaczna pizza, a te smaki jakoś nie są w moim przekonaniu kompatybilne. ale pewnie to ja odstaję od normy. barszcz, którego ślady widać było na szafkach kuchennych (miksowanie) i którego śledziowo-buraczany aromat czuć było jeszcze przez wiele godzin, nie zapisze się więc w mojej pamięci kulinarnej złotym zgłoskami. ale moja małżonka była zachwycona, jeszcze zaniosła rodzicom… więc zapewne można gościom. ja podjadać nie będę.
pierogi z francuskiego ciasta ze szpinakiem i fasolą
kwiecień 5, 2009
wczoraj zakupiłem ciasto francuskie, bo żona wybierała się na jakąś imprezę i chciała zrobić tartę. ja się nie wybierałem, więc włożyłem do koszyka dwie paczki ciasta. no i długo nie poleżało. zniknęło w postaci pierożków z farszem szpinakowym i fasolowym. oczywiście oba farsze wypełniały oddzielne pierożki.

oto pierożek z farszem fasolowym. fasola była z puszki, do tego cebula i przyprawy. niestety ogólnie przypraw było trochę zbyt mało i zgodnie uznaliśmy tą wersję za mniej udaną od szpinakowej.

a to pierożek szpinakowy. z kozim serem, takim do smarowania. i ta wersja była super, można gościom, zdecydowanie! świetne danie na jakąś imprezę.
dokładnych przepisów nie znam (ale możecie się dopytać w komentarzach), zajmowałem się głównie stroną popytową, a także polewaniem viognera, dość niestety średniego.
duże fotki na fotoffi, o ile mi moderatorzy przyjmą
karkówka po wietnamsku
kwiecień 4, 2009
sos karmelowy przypadł nam do gustu. ostatnio, gdy przed przygotowaniem krewetek tom rim, nagotowałem sosu z całej szklanki cukru, wlałem do słoika i włożyłem do lodówki, mam go więc pod ręką. a dziś chyba znalazłem zastosowanie, w którym sprawdza się najlepiej: karkówkę.
nie jestem fanem tłustych potraw, ale uważam, że dania chińskie czy wietnamskie ze schabu lub szynki wcale nie smakują lepiej, niż bardziej przerośnietych tłuszczem części świnki. byłem krótko i dawno temu w pekinie, to co pamiętam, to fakt, że dania były naprawdę tłuste. chińczycy, trafiając na kawałek tłuszczu ze skórą, chrząstkę czy coś w tym stylu, wypluwają ją bez zastanowienia.
dziś nie miałem zupełnie pomysłu na obiad, aż do momentu, gdy zobaczyłem w sklepie świeżą karkówkę. i to było to.

mięso pokroiłem drobno, skrobiąc cienkie plasterki i wykrawając większe tłuste błonki. potem dodałem do mięsa odrobinę sosu karmelowego, trochę ciemnego sojowego i parę kropel ciemnego chińskiego octu. nie za dużo, żeby nie ociekało marynatą. pokroiłem czosnek, imbir (trochę za dużo) i trzy szalotki oraz dwie ostre papryczki chilli.
rozgrzałem olej arachidowy w ciężkim rondlu, aż zaczął się dymić. wrzuciłem imbir i cebulę, co spowodowało taką eksplozję aromatów, że domownicy zareagowali kaszlem. zanim się obejrzałem już wszystko zaczęło się przypalać, dodałem więc szybko cebulę i mięso, cały czas nie zmniejszając płomienia. ma się smażyć szybko i intensywnie. dodałem jeszcze sosu karmelowego, trochę sosu rybnego, pomieszałem, skropiłem sosem z limonki… po kilku minutach było gotowe. pyszne. jeszcze lepsze niż nasze pierwsze podejście do wieprzowiny w tym sosie: okazało się, że karkówka pasuje tu lepiej, a i gotowy sos karmelowy wyszedł mniej słodki.
podawaliśmy posypane pieprzem syczuańskim, kolendrą i miętą, choć gdyby posypać jak poprzednio szczypiorkiem, nie było by złe. karkówka dosłownie rozpływała się w ustach. wypiliśmy do tego czerwone, portugalskie „wino do potraw chińskich” (dostaliśmy coś takiego kiedyś w prezencie, do szybkiego obiadu sprawdziło się zupełnie nieźle). można gości na karkówkę zaprosić i trochę zszokować
duże zdjęcie już na fotoffi!
fotoffi
kwiecień 2, 2009
tym razem, zupełnie wyjątkowo, chciałem zaprosić wszystkich na stronę fotoffi.pl, którą uruchomiliśmy wczoraj.
jest to galeria fotek kulinarnych (ty też możesz publikować zdjęcia na fotoffi). jeśli lubisz strzelić fotkę zanim skonsumujesz coś dobrego, to jest właśnie miejsce dla ciebie.